„Bez aplikacji. Bez czekania” – tak MSWiA zapowiada wdrożenie w Polsce technologii Cell Broadcast. Nowy system ma błyskawicznie ostrzegać osoby znajdujące się na obszarze zagrożenia. Nie trzeba będzie instalować żadnego programu ani czekać na SMS.
Państwo zamierza przeznaczyć na jego uruchomienie blisko 100 mln zł. Pełne wdrożenie zaplanowano na drugą połowę 2027 roku.
Odbiorcy alarmów tracą cierpliwość
Tyle że pod informacją MSWiA w sieci szybko pojawiły się komentarze pokazujące zupełnie inny problem.
„Jeżeli będzie działać tak jak dotychczasowe alerty RCB, to ja proszę o opcję »zablokuj«. Dajcie ludziom żyć normalnie” – napisał jeden z internautów.
Inni idą znacznie dalej. Pojawiają się wpisy o „zastraszaniu społeczeństwa”, wywoływaniu paniki czy nawet próbie przejmowania kontroli nad urządzeniami.
Te ostatnie twierdzenia nie opisują jednak sposobu działania Cell Broadcast. System nie przejmuje telefonu ani dostępu do znajdujących się w nim danych. Komunikat jest nadawany przez stacje bazowe do urządzeń znajdujących się na określonym obszarze.
Alarm może stać się tłem
Internetowe komentarze nie są badaniem opinii publicznej. Trudno więc na ich podstawie twierdzić, że Polacy masowo sprzeciwiają się nowemu rozwiązaniu. Problem, który za nimi stoi, jest jednak realny.
Pokazały to ostatnie miesiące na wschodzie Polski.
Mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia otrzymywali serię alertów RCB związanych z rosyjskimi atakami na Ukrainę i potencjalnym zagrożeniem dla polskiej przestrzeni powietrznej. Wiadomości przychodziły również nocą i nad ranem. Radio ZET opisywało mieszkańca Lublina, który przyznał, że jeden z kolejnych alertów po prostu zignorował.
I właśnie tego najbardziej obawiają się eksperci.
– Jeśli mamy tego dużo, może to osłabiać naszą czujność. Ludzie zaczynają to traktować jako element krajobrazu, swoiste tło codzienności – mówi Radiu ZET dr Konrad Maj, psycholog z Uniwersytetu SWPS.
Ostrzeżenie czy już alarm?
Podobnie problem widzi Sergiusz Parszowski, ekspert ds. bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego. Jego zdaniem zbyt częste i podobnie brzmiące alerty RCB mogą sprawić, że odbiorcy zaczną je ignorować.
Kluczowe może być więc wyraźne rozróżnienie między zwykłą informacją, ostrzeżeniem o możliwym niebezpieczeństwie oraz alarmem wymagającym natychmiastowego działania.
Bo jeśli telefon kilka razy ostrzeże przed sytuacją, która z punktu widzenia odbiorcy nie przyniesie żadnych konsekwencji, przy kolejnym sygnale może on już nawet nie wstać z łóżka.
100 mln zł na system szybszy od SMS-a
Technologicznie Cell Broadcast ma być dużym krokiem naprzód. Obecny alert RCB wykorzystuje SMS-y. Nowe rozwiązanie pozwoli wysłać jeden komunikat za pośrednictwem sieci komórkowej do urządzeń znajdujących się w określonej strefie.
To ważne zwłaszcza podczas dużych katastrof i kryzysów, gdy sieć może być przeciążona. MSWiA chce, aby system działał w sieciach 4G i 5G. Za jego budowę odpowiadać mają wspólnie resort, RCB, UKE oraz najwięksi operatorzy komórkowi.
Cell Broadcast nie zastąpi przy tym wszystkich dotychczasowych metod. Ma być częścią większego systemu obejmującego m.in. syreny, Alert RCB oraz specjalne aplikacje.


Napisz komentarz
Komentarze