Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 31 stycznia 2026 01:15
Ważne!
Reklama

Zielona energia, gorzkie skutki – spór o farmy wiatrowe w Grodkowie

Na terenie Gminy Grodków stoją już 52 wiatraki – i choć inwestor chwali się „zielonym sukcesem”, coraz głośniej wybrzmiewają głosy sprzeciwu wobec dalszej rozbudowy farmy. Dla wielu mieszkańców koszt społeczny tej transformacji energetycznej jest zbyt wysoki.
Zielona energia, gorzkie skutki – spór o farmy wiatrowe w Grodkowie

Autor: Andrzej Babiński

Energetyczny gigant na Opolszczyźnie

1 września spółka Ignitis Renewables poinformowała o ukończeniu budowy farmy wiatrowej Silesia II na terenie Gminy Grodków. Nowa inwestycja liczy 38 turbin, które – wraz z oddaną wcześniej Silesią I (14 turbin) – tworzą kompleks 52 wiatraków o łącznej mocy 187 MW. To jedna z największych tego typu farm w całym kraju.

Wiemy, że realnie przyczyniamy się do transformacji energetycznej w naszym kraju – wspomina Maciej Kowalski, prezes Ignitis Polska i Ignitis Renewables Polska. Według szacunków, energia wytwarzana w Grodkowie wystarczy, by zasilić 177 tysięcy gospodarstw domowych rocznie. Firma podkreśla też, że co roku do budżetu gminy trafia ponad 9,5 mln zł z podatków, a dodatkowo wspiera lokalne inicjatywy: remonty dróg i wydarzenia społeczne.

Festiwale zamiast rozwoju

Tyle jeśli chodzi o oficjalne liczby, natomiast w praktyce coraz częściej słychać głosy krytyki. Klub radnych Przyjazna Gmina od dawna zwraca uwagę na sposób, w jaki rozdysponowywane są milionowe wpływy.

Na papierze wygląda to imponująco – 9,5 miliona złotych dla gminy. Ale te pieniądze są przepalane na festiwal igrzysk i kosztowne eventy, zamiast na mieszkania komunalne, solidne drogi czy opiekę medyczną – ocenia radny Waldemar Kwiatkowski. – Najdroższe dożynki czy Dni Grodkowa nie rozwiązują realnych problemów mieszkańców – dodaje.

Zdaniem radnego, szczególnie niesprawiedliwa jest dystrybucja dochodów z farm wiatrowych. Największe koszty – hałas, widokowe i przestrzenne uciążliwości – ponoszą mieszkańcy wsi, na terenie których stoją turbiny. To właśnie do nich powinno trafiać minimum 30% podatków generowanych przez farmy. Tymczasem, jak zaznacza Kwiatkowski, dopiero zbliżające się referendum wymusiło na władzach gminy ustępstwo i zgodę na zaledwie 10%.

Niechciany rekord

W tle pojawia się kolejne pytanie: czy to koniec inwestycji, czy dopiero początek? Radny Kwiatkowski ostrzega przed planami dalszej rozbudowy.

Dysponujemy dokumentami, z których wynika, że złożono ponad tysiąc wniosków dotyczących działek pod kolejne wiatraki. Obecne 52 turbiny to i tak więcej, niż mieszkańcy są w stanie zaakceptować. Jeśli powstanie więcej, będzie to katastrofa dla gminy. Wystarczy, że mamy jedną z największych farm w Polsce – nie musimy bić rekordów Europy – podkreśla.

Grodków stoi na rozdrożu – z jednej strony może się ona pochwalić jedną z największych farm wiatrowych w kraju, generującą znaczące wpływy do budżetu i wspierającą transformację energetyczną Polski. Z drugiej jednak, lokalna społeczność coraz głośniej podkreśla, że sukces finansowy i prestiż nie przekładają się na realne korzyści dla mieszkańców, zwłaszcza tych, którzy na co dzień żyją w cieniu turbin. Pojawia się też pytanie o granice „zielonego rozwoju”: czy pogoń za rekordami nie odbywa się kosztem jakości życia lokalnej społeczności i elementarnej sprawiedliwości w podziale zysków? Wnioski są więc niejednoznaczne – Grodków stał się symbolem zarówno postępu, jak i konfliktów, jakie niesie ze sobą transformacja energetyczna.

 

Więcej o autorze / autorach:
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama