– Od kilku dni jestem już w domu, więc kolejny krok za mną, ale to nie koniec mojej rehabilitacji. Przede mną protezowanie, operacje, różne konsultacje medyczne, więc dużo jeszcze będzie się działo, abym mógł wrócić do normalności i do takiego życia, albo podobnego, jakie miałem przed tym tragicznym wypadkiem – mówi Maciej Krzysik w krótkim nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych.
Do dramatu doszło 12 października podczas ostatniej rundy Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski – 5. Rajdu Nyskiego. Samochód, w którym Krzysik pełnił rolę pilota, po wypadku natychmiast stanął w płomieniach. Kierowca i jego przyjaciel z dzieciństwa, Artur Sękowski, zginął na miejscu. Maciej cudem wydostał się z płonącej kabiny.
Z ciężkimi obrażeniami został przetransportowany helikopterem do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Opolu, a następnie do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich.
Przez ponad półtora miesiąca przebywał w śpiączce farmakologicznej. Lekarze każdego dnia walczyli o jego życie, nie dając dużych szans na przeżycie.
Dziś przed nim kolejne, bardzo trudne etapy leczenia. Aby odzyskać choć część niezależności, potrzebuje bionicznych protez obu dłoni, które pozwolą mu samodzielnie funkcjonować – jeść, ubierać się, pisać czy wrócić do pracy. Czekają go również liczne operacje rekonstrukcyjne twarzy, intensywna rehabilitacja oraz stała opieka specjalistyczna.
Powrót do domu to symboliczny, ale bardzo ważny krok w długiej drodze Macieja Krzysika do odzyskania samodzielności. Jak sam podkreśla – to dopiero początek nowego etapu walki o przyszłość.








Napisz komentarz
Komentarze