Dziś włodarze z kilku miast w naszym regionie mieli poznać ramowy kształt rozwiązań przeciwpowodziowych dla Nysy Kłodzkiej i Białej Głuchołaskiej. Przedstawione koncepcje rozczarowały, bo nie uwzględniły postulatów zgłaszanych przez poszczególne samorządy. Dla Wód Polskich priorytetem jest budowa zbiornika w Kamieńcu Ząbkowickim. Obecnie rozpoczynają się prace projektowe, którą mają zakończyć się w marcu 2027 roku. Dopiero wtedy Wody Polskie będą ubiegać się o finansowanie z Banku Światowego. Jeśli budowa dojdzie do skutku, naturalnie powróci temat budowy kanału ulgi dla Nysy. – My chcemy konkretnych działań tu i teraz – mówił w czasie sesji radny PiS, Paweł Nakonieczny.
Wcześniej naukowcy będą prowadzić badania na całej kaskadzie. Już teraz zapowiadają zmiany w zarządzaniu zlewnią i ryzykiem powodziowym. Zmianie ulegnie m.in. instrukcja zrzutu wody z nyskiego zbiornika. Maksymalny zrzut ma wynieść 600 m3/s. – Kanał ulgi może być domknięciem programu redukcji ryzyka – ocenia konsultant Wód Polskich, Jerzy Niedbała. – Potrzebna jest też tzw. mała retencja po obydwu stronach granicy, a także edukacja w kwestiach zagrożeń powodziowych. Poprawić należy także monitorowanie stanu wód.
Zdaniem lokalnych samorządowców, przedstawione studium redukcji ryzyka powodziowego (zobacz załącznik) opracowany pod kierunkiem zespołu profesora Janusza Zaleskiego nie spełniła wszystkich zgłaszanych postulatów. Swoje uwagi wnieśli m.in. włodarze Głuchołaz, Niemodlina i Tułowic. – My jesteśmy zalewniami co roku! – mówił w czasie obrad Burmistrz Korfantowa Janusz Wójcik. – Wiemy, że sytuacja Nysy i Głuchołaz jest gorsza i możemy poczekać, ale chcemy poznać konkretne daty.
Studium, jako dokument kierunkowy rekomenduje uszczegółowienie opisanych w nim wstępnych analiz, w postaci studiów wykonalności lub studiów dla wyodrębnionych części zlewni Nysy Kłodzkiej. Wody Polskie podkreślają, że nad rozwiązaniami pracowali zarówno pracownicy PGW jak i zewnętrzni eksperci i profesorowie akademiccy. Opierali się oni ma konkretnych modelach obliczeniowych dla wielu wariantów.
Mieszkańców powiatu najbardziej trapi zabezpieczenie Białej Głuchołaskiej, bo to z tej strony może przyjść kolejne zagrożenie. Radni wyrazili zaniepokojenie brakiem konkretów dla mniejszych miejscowości w gminach Nysa i Głuchołazy. Tzw. strona społeczna, która opracowała własny plan ochrony przeciwpowodziowej Głuchołaz, plan Wód Polskich oceniła bardzo surowo. - Jest to plan na kolejną katastrofę! - padło z ambony.
Teraz wszyscy zainteresowani muszą poczekać na opracowanie studiów wykonalności dla poszczególnych zadań. Wody Polskie na pewno w swoich planach muszą się także liczyć z kosztami. - W niektórych miejscach nie można wdrożyć kolejnych planów redukcji ryzyka, lecz trzeba to ryzyko transferować - tłumaczył Wiceprezes Wód Polskich Marcin Jarzyński. - Unia Europejska wymaga przy naszych inwestycjach, aby każda wydana złotówka była optymalnie wykorzystana i uzasadniona, a więc naprawdę dawała wymierne efekty, stąd potrzeba dalszych pogłębionych analiz i rozmów.








Napisz komentarz
Komentarze